Włoski superwulkan grozi erupcją!

Solfatara – najbardziej znany krater Campi Flegrei. Fot: gmina Pozzuoli

Yellowstone uważany jest za najgroźniejszy wulkan na świecie, głównie ze względu na siłę jego poprzednich erupcji. Wbrew pozorom to nie jego powinniśmy się póki co bać. Gdyby znaki, jakie daje ten wulkan, notowano w Yellowstone, rząd Stanów Zjednoczonych już ogłaszałby masową ewakuację połowy kraju. Co gorsza, ten potwór leży bardzo blisko Polski…

Na północno-zachodnim krańcu Zatoki Neapolitańskiej we Włoszech, zaledwie kilkanaście kilometrów od słynnego Wezuwiusza leży Campi Flegrei. Jest to dość mały (około 10-15 km średnicy) obszar aktywnych stożków wulkanicznych i fumaroli. Powstał około 40 tys. lat temu, co czyni go relatywnie młodym wulkanem. Powstał on jednak podczas jednej z największych erupcji w przeciągu ostatnich kilku milionów lat. Popiół spadał aż na Grenlandii! Później nastąpiło jeszcze kilka, potężnych erupcji, po czym około 12 tys. lat temu Campi Flegrei ucichł. Co prawda miały miejsce jeszcze kolejne erupcje, z ostatnią w 1538 roku, lecz nie mogły one się równać z potężną VEI 7 (gdzie 8 to najwyższy możliwy stopień oznaczający erupcję superwulkaniczną). Wiele wskazuje na to, że niedaleko Campi Flegeri istniał kiedyś inny, równie groźny wulkan, którego erupcje miały miejsce około 315 000, 205 000 i 157 000 lat temu. Co więcej, potężna erupcja miała nastąpić też 18 tys. lat temu.

Obecnie wewnątrz kaldery mieszka około 350 tys. osób, a w strefie bezpośredniego zagrożenia aż milion. Choć wielu mieszkańców Neapolu i okolic obawia się Wezuwiusza, to Campi Flegrei stanowi największe zagrożenie. Kompleks jest bowiem słabo poznany z punktu widzenia geologii, a znaki jakie wysyła nam przynajmniej od ostatnich 60 lat są, delikatnie mówiąc, niepokojące.

Między 1982 a 1984 rokiem, teren wewnątrz kaldery podniósł się o niemal dwa metry, po czym opadł. Przyczyna tego zdarzenia nie jest do końca znana, choć najpewniej był to ruch magmy, który został zablokowany przez warstwę gęstych, zbitych skał. Od połowy lat ’80 XX wieku, aktywność sejsmiczna w regionie zmalała, co znacznie utrudniło dokładne zbadanie za pomocą georadarów, co znajduje się pod Campi Flegrei. Dopiero niedawno pomiary wykazały, że komora lawowa na głębokości około 3 kilometrów jest najprawdopodobniej szczytem większej komory, a nie jak wcześniej sądzono, małą, izolowaną kieszenią magmy.

Epicentra trzęsień w rejonie Campi Flegrei w latach 2005-2012. Źródło: Osservatorio Vesuviano

Zablokowanie erupcji w latach ’80 może i było wielkim szczęściem, ale paradoksalnie mogło przyczynić się do pogorszenia sytuacji. Jak twierdzą wulkanolodzy z Włoskiego Instytutu Geologicznego, magma najpewniej przetopiła skały po bokach sklepienia komory i rozlała się pod znacznym obszarem. Oznacza to, że w razie erupcji nie nastąpi ona w jednym kraterze, a w kilku, różnych miejscach. Naukowcy porównują sytuację do garnka z gotującą się zupą, która w każdej chwili może odstrzelić przykrywkę.

Campi Flegrei jest względnie słabo poznanym superwulkanem i to właśnie czyni go tak niebezpiecznym. Teren pod kalderą nadal się wybrzusza, ale około 25 razy wolniej niż na początku lat ’80. W razie erupcji, natychmiast zginie kilkadziesiąt tysięcy osób, a w strefie bezpośredniego zagrożenia mieszka blisko 6 mln osób! Choć teren jest stale monitorowany przez wulkanologów, to nie ma pełnej gwarancji, że uda się zakończyć ewakuację przed ewentualną erupcją. A pamiętajmy że jest to superwulkan, który jest w stanie osiągnąć maksymalny, ósmy stopień siły eksplozji. W razie erupcji, południowa i częściowo centralna Europa, dość długo nie będzie nadawać się do zamieszkania. To właśnie Campi Flegrei miał odpowiadać za niemal całkowite wymarcie Neandertalczyków i to być może dzięki niemu Homo Sapiens tak szybko zasiedlił nasz kontynent.