Druga rocznica tornada w Dolo

Tornado w rejonie miasta Mira. Fot. Gobbi Alberto

Wiatr wiejący około 400 km/h, niszczący wszystko w kilka sekund. Drzewa ogołocone z gałęzi, samochody wywrócone na dachy, powalone słupy energetyczne, latarnie wykręcone z ziemi… Dokładnie dwa lata temu potężne tornado zrównało z ziemią włoskie miasto Dolo.

8. lipca 2015 roku był bardzo parny. W rejonie Jeziora Como, gdzie wówczas przebywaliśmy, dzień zaczął się dość chłodno i pochmurnie, jednak koło południa wyszło słońce. Ciężko było oddychać. Około godziny 14:30 z okolic miejscowości Varenna na wschodnim brzegu jeziora, podziwiałem rosnącą burzę. Wyraźne prądy wstępujące, oraz szybko rosnące kowadło to coś o czym marzy każdy łowca burz. Nie nastawiłem się wówczas na łowy, a burza poszła dalej w kierunku Mediolanu.

Weszła nad dolinę rzeki Po, znanej jako Włoska Aleja Tornad. Niepozorna, choć bardzo żywota burza przemieszczała się dalej na wschód, w kierunku Padwy i Wenecji. W międzyczasie wzmogła się i zaczęła generować sporych rozmiarów grad. Doszły również downbursty. Prawdziwe piekło miało się jednak dopiero zacząć…

Około godziny 17:30 czasu lokalnego na północny zachód od miasta Dolo zeszło tornado, które bardzo szybko zyskało na sile i po kilku kilometrach osiągnęło kategorię F4 w skali Fujity. Składowa wiatru przyniosła lokalnie porywy osiągające nawet 400 km/h. Wiatr zrywał dachy, powalał ceglane ściany, przewracał samochody jak zabawki. Miejscami lej osiągał średnicę aż 1000 metrów. Ścieżka zniszczeń miała aż 11,5 km długości. Jedna osoba zginęła, 72 zostały ranne. Było to jedno z dziesięciu najsilniejszych tornad zanotowanych w Europie.

Cztery dni po zdarzeniu, 12. lipca miałem okazję z bliska przyjrzeć się zniszczeniom poczynionym przez tornado. Krótka wizyta pozwoliła mi zebrać cenny materiał zdjęciowy, ale też nabrać bardzo dużo respektu do tych pięknych, lecz niszczycielskich zjawisk. Dla młodego obserwatora, który w szeregach SOB był niecały rok było to wstrząsające przeżycie, niemożliwe do opisania…

Poniższe zdjęcia zostały wybrane spośród ponad 50 i najlepiej oddają ogrom zniszczeń i dramatu, jaki rozegrał się we włoskim mieście Dolo. Fotografie własnego autorstwa.